Ludwik Hirszfeld – polskie ślady

Ludwik Hieszfeld, znany polski bakteriolog i immunolog, jest bardzo ceniony w Serbii. Głównie za jego wkład w leczenie i zastosowanie szczepionek w czasie I wojny światowej.

W 1917 roku słynny dowódca wojskowy Živojin Mišić, dowódca wojsk serbskich w I wojnie światowej, był pierwszym pacjentem zaszczepionym eksperymentalną szczepionką stworzoną przez Hirszfelda. Chroniła ona przed durem brzusznym, cholerą i jeszcze kilkoma odmianami duru rzekomego. Później tę szczepionkę przyjęło 110 tysięcy serbskich żołnierzy, którzy w następnym roku z sukcesami walczyli na froncie salonickim i wyzwolili kraj. Bez ochrony jaką dawały szczepionki nie wiem czy by im się to udało, bo całe Bałkany były siedliskiem chorób, które dziesiątkowały całe armie.

A w mieście Valjevo, oddalonym od Belgradu ok. 100 km, właściciel kafany Corner, pan Đorđe Momić, na pamiątkę zasług profesora Ludwika Hirszfelda nie pobiera opłat od Polaków! W ten sposób docenia szlachetny czyn Polaka, który przyjechał na te tereny jako wolontariusz. Hirszfeld razem z żoną Hanną pomagali w walce z epidemią duru brzusznego, która uśmierciła ogromną liczbę wojskowych ale i cywilów i nadal się szerzyła.

Sytuacja była bardzo poważna, o czym świadczy fakt, że zmarlo wtedy 28 procent ludności. Opisywano ją jako nagłą, niewiadomego pochodzenia, najintensywniejszą ale i najszybciej zatrzymaną w historii. W samym szczycie epidemii do Serbii przyjechał młody Ludwik Hirszfeld. Na własną prośbę został skierowany do epicentrum epidemii, czyli do miasta Valjevo.

Od razu po przyjeździe rozpoczął edukację lekarzy dotyczącą najnowszych metod postępowania przy zapobieganiu przenoszenia choroby ale też zaangażował lokalnych blacharzy. Wykonywali oni komory do dezynfekcji według projektu Hirszfelda.

Po opanowaniu epidemii polski lekarz i jego żona pozostali w Serbii i pracowali dalej tworząc szczepionkę, która dawałaby ochronę przed kilkoma odmianami duru brzusznego.

W 1915 roku polskie małżeńswo ewakuowało się razem z wojskiem i w bardzo ciężkich warunkach przeszło przez góry Albanii. Hirszfeld pracował nieprzerwanie i w 1916 roku w Salonikach odkrył jeszcze jeden rodzaj chorobotwórczej bakterii, która nazywa się dzisiaj Salmonella hirszfeldi.

W tym czasie serbscy żółnierze byli szczepieni francuskimi szczepionkami, które miały wiele efektów ubocznych. Kilku starszych żołnierzy zmarło. Wojsko zbuntowało się przeciwko szczepieniom. Żołnierze nie chcieli się szczepić.

I tutaj wracamy do Živojina Mišića, który to obiecał, że gdy szczepionka będzie gotowa pierwszy się podda szczepieniu, aby dać przykład swoim podwładnym. Słowa dotrzymał i wiosną 1917 roku został zaszczepiony szczepionką Hirszfelda. Po nim 110 tysięcy żołnierzy.

Dzięki szczepionkom zahamowano przenoszenie tych chorób i nie dotarły one na serbskie ziemie wyzwalane, gdzie mogły być ogromnym zagrożeniem dla ludności cywilnej.

Hirszfeld został szefem Oddziału Bakteriologii szpitala wojskowego w Belgradzie, otrzymał liczne wysokie odznaczenia i dozgonną wdzięczność Serbów, którzy pamiętają jego wkład w ocalenie wielu setek jeżeli nie tysięcy ludzkich żywotów.

W Belgradzie, w ogrodzie przed siedzibą Serbskiego Towarzystwa Lekarskiego, ustawiono popiersie polskiego lekarza. A w Valjevie możemy wstąpić do kafany Corner, niekoniecznie żeby najeść się bezpłatnie 🙂

 

 

 

 

Toblerone, Czerwony Kapturek i inne – nietypowe budynki Belgradu

Przy okazji pobytu w Belgradzie turyści zauważają dużą niebywałą różnorodność stylów architektonicznych. Wystarczy przejść się belgradzkimi ulicami by zobaczyć różne sposoby budowania, od 19. wiecznych kamienic w centrum do bardzo ciekawych przykładów brutalizmu na Nowym Belgradzie.

Budynki brutalistyczne dzisiaj są odbierane jako nieszablonowe, często są wspaniałym tłem dla instagramowych fotek i zadziwiają swoją wielkością, wręcz megalomanią budowniczych. W czasach kiedy powstały były swoistą rewolucją w architekturze, zarówno pod względem wyglądu, funkcjonalności ale też sposobu budowy. Przy ich tworzeniu stosowano innowacyjne metody jak konstrukcje sprężone z żelbetu.

Brutalizm jako styl w architekturze rozwijał się po II wojnie światowej, ale do Jugosławii dotarł nieco poźniej. Najwięcej przykładów tego nurtu jest na Nowym Belgradzie. Są to w dużej mierze bloki mieszkalne z lat 60-tych i 70-tych.

Charakterysyczne jest wykorzystanie na dużą skalę z betonu, który dominuje na fasadach i stał się znakiem rozpoznawczym budynków tego nurtu.

1. Wieża Geneks lub inaczej Zachodnia Brama Belgradu. Charakterystyczny budynek, który większość gości stolicy mija wjeżdżając do miasta. Budowla ta w momencie powstania, czyli w 1977 roku był trzecim co do wysokości budynkiem w Europie (140 m). W okrągłej części na szczycie znajdowała się restauracja, która miała się obracać, ale nigdy się tego nie doczekaliśmy.

Wieża Geneks

 

2. Najdłuższy budynek w Belgradzie ma niewiarygodną długość około 1 kilometra. W 798 mieszkaniach mieszka około 3500 mieszkańców! Powstał w latach 60-tych również na Nowym Belgradzie.

najdłuższy blok

 

3.Televizorke – również na trasie wjazdowej do miasta. To dwa bloki z oknami, które przypominają stare telewizory. Podobno tą nazwę nadał im sam Tito w czasie odwiedzin tuż po budowie, a mieła wyrażać dezaprobatę dla pomysłu architektonicznego.

 

4. Toblerone – budynek wyglądem przypominający znaną czekoladę. Czy tak jest oceńcie sami.

 

5. Rudo – Wschodnia Brama Belgradu. Trzy 85-metrowe wieżowce na wjeździe do miasta miały godnie witać przyjezdnych. Każdy z nich ma 28 pięter i stały się symbolem Belgradu.

 

6. Mercedeske – jeszcze jeden budynek na Nowym Belgradzie. To dwa kompleksy bloków, każdy złożony z trzech budynków. Patrząc z góry przypominają znaczek Mercedesa.

 

7.Crvenkapa – Czrwony Kapturek. Ten budynek zbudowano później niż poprzednie, bo w latach 90-tych i w tym czasie miał bardzo rewolucyjny wygląd. Do dziś przyciąga uwagę niespotykanymi czerwonymi metalowymi elementami na elewacji, przez co mieszkańcy kojarzą go właśnie z postacią z bajki.

Architektura Belgradu jest bardzo różnorodna i niebywale ciekawa. Tutaj przedstawiłam w bardzo okrojony sposób tylko mały wycinek. Jezeli chcecie dokładniej poznać brutalizm to zapraszam na moją wycieczkę Brutalizm w Belgradzie, gdzie przy okazji spaceru opowiem o innych aspektach życia w stolicy.

Wycieczka Brutalizm w Belgradzie

Jak się ubrać do cerkwi? Moda cerkiewna.

W czasie moich spacerów z turystami odwiedzającymi Belgrad często wstępujemy do cerkwi. I tu się pojawiają pytania jak należy się ubrać na taką wizytę. Odpowiadam:

  • jak do każdej świątyni na świecie, z szacunkiem dla miejsca i wiernych
  • latem – raczej w długich spodniach (mężczyźni), z zakrytymi ramionami i z przykrytymi brzuchami, w normalnym obuwiu, a nie w klapkach plażowych.
  • zimą – mężczyźni powinni zdjąć nakrycie głowy
  • chustki na głowę dla kobiet NIE są obowiązkowe
  • przed wejściem zdejmujemy też okulary słoneczne
  • Robienie zdjęć we wnętrzach jest zazwyczaj dozwolone, tylko proszę uważać w czasie nabożeństw, to nie jest mile widziane.
  • oczywiście wyłączamy dźwięk w telefonach

To są podstawowe reguły dotyczące cerkwi. W monasterach obowiązują inne zasady, często bardziej restrykcyjne, ale to też zależy od wewnętrznych przepisów.

Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się więcej o prawosławiu w Serbii, ale też o roli cerkwi w historii to zapraszam na moją autorską wycieczkę Serbia przez wieki

 

Ćevapi, ćevapčići…

Trochę historii

Nazwa ćevap pochodzi od perskiego  słowa kebab, co oznacza po prostu mięso. Dzisiaj ćevap można spotkać w różnych językach bałkańskich i zwykle jest to określenie mięsnej potrawy w formie paluszków robionej na grillu.

Ćevapi znano już w starożytnej Grecji, wspomina o nich Homer w Iliadzie i Odysei jako o „daniu w formie obeliska“. Na Bałkany ćevapy przybyły razem z Turkami i zadomowiły się na dobre, dzisiaj są częścią kuchni serbskiej i okolicznych. Są także najczęściej spożywanym daniem z grilla i to zarówno w fast foodach jak i w restauracjach. To danie lubią turyści a dla mieszkańców jest częstym daniem obiadowym. W sezonie grillowym żadne spotkanie w ogródku nie może się bez tego obejść.

Ćevapi były podawane znanym osobistościom odwiedzającym Jugosławię. Marszałek Tito zaserwował je królowej Elżbiecie w czasie jej wizyty. Nie zanotowano czy jej się potrawa spodobała 🙂

Kucharzem pani Marii Curie Skłodowskiej był pan Djordjević i to on nauczył naszą słynną rodaczkę samodzielnie przygotowywać wspaniałe ćevapi, których ponoć była wielbicielką.

Niegdyś tradycyjnie mięso siekane było ręcznie i to na pniu, co miało dawać specjalny smak. Dzisiaj są do tego maszynki, które rozdrabniają mięso na ćwvapy, ale sama technika wyrabiania mięsa jest tajemnicą każdego kucharza.

Na szczęście współcześnie nie musimy sami mielić i wyrabiać mięsa, w sklepach mięsnych można kupić ćevapi już gotowe do grillowania. Jeszcze lepiej spróbować tego dania w jednym z licznych fast foodów w mieście.

Rodzaje ćevapów

Sarajevski

Jak nazwa wskazuje powstał w Sarajewie i tam do dziś można próbować do woli najoryginalniejszych sarajewskich ćevapów. Nasze, belgradzkie w niczym im nie ustępują. Przepis składa się z dwóch składników: młodego mięsa wołowego i soli. Specjalna technika mielenia i wyrabiania mięsa zapewnia niepowtarzalny smak. Sarajewskie ćevapi podaje się w bułce z drobno siekaną cebulą ( może być czerwona) i z kajmakiem.

 

Banjalučki

Jest najsłynniejszym produktem pochodzącym z Banialuki. Przepis nieco się różni od sarajewskiego ćevapa, do mięsa dodaje się także pieprz i czosnek. Ten rodzaj cievapów występuje w formie płytek powstałych z najczęściej pięciu ćevapów, a sarajevskie są grillowane każdy oddzielnie.

Pazarski

Z miejscowości Novi Pazar. Podawane są z cebulą i polewane jogurtem naturalnym, ale oczywiście można je jeść na swój ulubiony sposób. Powstają z 80% wołowiny i 20% mięsa owczego, co nadaje im miękkości, ale też są bardziej tłuste.

Moje ulubione miejsca z ćevapami:

Ćevap kod Dekijaul. Strahinića Bana 71

Walter ćevapi  sieciówka w kilku miejscach stolicy

Crni Djordje w pobliżu promenady nad Sawą

Ćevapdžinica Cica, ul. Đure Jakšića 11, nieczynna w niedzielę
Drama ćevapi, ul. Dositejeva 7, w pobliżu Teatru Narodowego

Porcja ćevapów to 10 sztuk, pamiętajcie o tym zamawjając. Smacznego!

Autopociąg Belgrad Bar, zaktualizowane 05.2026

Ponieważ otrzymuję dużo pytań o pociąg Belgrad Bar, który przewozi samochody postanowiłam zebrać wszystkie informacje w jednym miejscu.

Pociąg do transportu samochodów kursuje w nocy. Bilety kupuje się w kasie biletowej na dworcach kolejowych. Można w Belgrad Centrum, czy Zemun. Nowy Belgrd chwilowo nie. W innych miejscach, jak biura podróży, niestety nie jest to możliwe.

Bilety można zarezerwować na numer telefonu +381-11-360-28-99

Tak zarezerwowane bilety trzeba kupić w kasie biletowej w ciągu 24 godzin.

 

Ceny biletów BEOGRAD – BAR 2. klasa 1. klasa
Cena biletu 23,80 35,60
rezerwacja siedzenia (w jedną stronę) 3 3
Razem 26,80 38,60

ceny z 2026 roku w euro, wg strony https://srbijavoz.rs/rezervisanje/

Plus rezerwacja wagonu sypialnego:

8 euro – przedział z 6 łóżkami

12 euro – przedział z 4 łóżkami

16 euro – euro – przedział z 3 łóżkami

24 euro – euro – przedział z 2 łóżkami

Transport samochodu, motocykla, skuteru – 40 euro

W przypadku motoru czy skutera właściciel jest zobowiązany zabezpieczyć go na czas podróży pociągiem

Dzieci do lat 4 nie płacą za bilet o ile korzystają z łóżka razem z rodzicem

Dzieci do lat 14 płacą połowę biletu.

Maksymalna wysokość samochodu to 155 cm.

Załadunek samochodu odbywa się na stacji Zemun i trzeba tam być 2 godziny przed odjazdem pociągu. Bilety może kupić inna osoba niż podróżująca. Zazwyczaj przy kupnie w kasie panie chcą zobaczyć dowód rejestracyjny samochodu, może być zdjęcie.

Bilety kolejowe można kupić z wyprzedzeniem 60-cio dniowym.

UWAGA! Nie dokonuję zakupu biletów na ten i na inne pociągi.

 

 

 

Milutin Milanković – twórca najdokładniejszego kalendarza

Milutin Milanković to serbski matematyk, geofizyk i astrofizyk.

To właśnie jemu zawdzięczamy absolutnie precyzyjny kalendarz, zwany nowojuliańskim. Dzisiejszy dzień to 22 lutego według kalendarza gregoriańskiego a 9 lutego według kalendarza juliańskiego. W Serbii z tego pierwszego kalendarza korzysta państwo, a z drugiego Serbska Cerkiew Prawosławna.

Według kalendarza gregoriańskiego rok trwa 365 dni i 6 godzin, a według juliańskiego nieco krócej, bo 365 dni, 5 godzin, 48 minut i 46 sekund. Ta niewielka różnica 11-tu minut nie była widoczna w czasach Juliusza Cezara, ale w 16. wieku wynosiła 10 dni. Wtedy też papież Grzegorz XIII zreformował kalendarz w ten sposób, że usunął 10 dni.

Różnica pomiędzy kalendarzami wynosi dzisiaj 13 dni i dalej rośnie. Jeżeli Serbska Cerkiew Prawosławna pozostanie przy takiej rachubie czasu, to Boże Narodzenie w 2100 roku będzie 8 stycznia!

Cerkiew miała szansę na wprowadzenie bardziej precyzyjnego kalendarza, owocu pracy Milutina Milankovića, który z resztą sama zamówiła. Słynny kalendarz serbskiego naukowca spóźnia się rocznie o 2 sekundy, co nie jest dużo i jest dzisiaj najbardziej precyzyjnym kalendarzem.

Ten kalendarz wprowadziły w życie cerkwie rumuńska, cypryjska, bułgarska czy grecka. Na synodzie w dawnym 1923 roku nie było jednogłośności i tym Serbska Cerkiew Prawosławna tłumaczy niezastosowanie kalendarza Milutina Milankovića.

Kalendarz Milutina Milankovića chwilowo pokrywa się z kalendarzem gregoriańskim, a różnica będzie widoczna w 2800 roku.

Jak sądzicie czy kalendarz ma jakieś znaczenie czy czas upływa tak samo mierzony w różny sposób?

Wina Serbii

 

 

 

Większość moich gości przyjeżdża do Serbii aby odpocząć, pozwiedzać ale przede wszystkim dobrze zjeść. Lokalna kuchnia jest przebogata, oparta na sezonowych produktach i starych przepisach. Z dobrym jedzeniem wspaniale się łączy dobre, serbskie wino.

Pewnie nie słyszeliście o serbskich winach, ale to po części dlatego, że miejscowi producenci są w stanie zaspokoić potrzeby lokalnych klientów i nie mają nadwyżek, które można by eksportować. Dlatego polecam próbować win na miejscu, a te, które się Wam spodobają zabrać ze sobą.

Winnice są w każdym miejscu nadającym się pod uprawę winorośli. Gospodarze robią ten szlachetny trunek na swoje potrzeby i według receptur przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Takie domowe wino jest serwowane specjalnym gościom i wierzcie mi zazwyczaj jest bardzo dobrej jakości.

A tradycja robienia wina sięga tu czasów rzymskich i wcześniejszych.

Wtedy to na terytorium dzisiejszej Serbii, a dokładniej regionu Śrem, winorośl była uprawiana już przez plemiona ilirskie. Jednak rozkwit uprawy winorośli przypada właśnie na panowanie Rzymian. Cesarz Marek Aureliusz Probus (232 – 282 n.e.) znósł, przez prawie dwa wieki obowiązujący, zakaz hodowli winorośli w prowincjach i osobiście zaszdził pierwszy krzak winogron. Miało to miejsce niedaleko Sirmium, dzisiejszej Sremskiej Mitrovicy, skąd notabene pochodził ten cesarz, a do dziś istnieją ślady zabudowań i piwnic z tamtego okresu. Historyczne źródła mówią o tym, że pierwsze sadzonki winorośli przywieziono z półwyspu Apenińskiego ponad 1700 lat temu!

W późniejszym czasie Serbia była producentem wielu dobrych win. Niestety w XX wieku obie wojny światowe zmniejszyły powierzchnię upraw a potem w epoce komunizmu produkowano wino, ale było ono marnej jakości. W ten sposób serbskie wina straciły renomę.

Wielki powrót serbskich win na rynek lokalny i międzynarodowy możemy śledzić od początku XXI wieku. Winiarze stale odnawiają niegdysiejsze winnice, powiekszają areały obsadzone winoroślą. Państwo pomaga oferując dopłaty do upraw. Były one co prawda jednorazowe i wynosiły 12.000 euro, ale korzystnie przyczyniły się do rozwoju winnic.

Producenci wina wrócili do uprawy starych odmian winorośli, w tym autochtonicznych.

Autentycznymi serbskimi odmianami są:

Grašac

To odmiana białych winogron, od wieków uprawiana na Fruszkiej Górze. Od niedawna przeżywa eksplozję popularności. Przez wieki jako „włoski riesling“ była używana jako tani surowiec do masowej produkcji win. Współcześni winiarze przywrócili tej odmianie oryginalną nazwę, zwracając uwagę na jakość i teren, z jakiego pochodzi. Grašac stał się gwiazdą w karcie win nie tylko w Serbii. W tym roku jeden Grašac zdobył tytuł Best of Show na  „Decanter World Wine Awards“ w Londynie.

Prokupac

To najbardziej znana i najważniejsza autochtoniczna odmiana Serbii. Przed ponad stu laty była ona najczęściej uprawianą winoroślą w centalnej części kraju. W połowie XX wieku jej powierzchnie tak drastycznie się zmniejszyły, że groziło jej wymarcie. Za powrót w wielkim stylu tej odmiany najbardziej są zasłużeni winiarze z malego regionu winnego Župa. Tam właśnie Prokupac rozpoczął nowe życie. Ta odmiana daje eleganckie czerwone wina, z aromatem czerwonych i czarnych owoców i dyskretnymi tonami przypraw. Te wina łatwo zapamiętać i jaszcze łatwiej pokochać.

Probus

To dziecko, które nie jest podobne do żadnego ze swoich rodziców. Po prostu Probus. Nazwany na cześć cesarza powstał przez skrzyżowanie cabernet sauvignon i kadarki. W ostatnim dziesięcioleciu okazał się prawdziwym atutem winnic na Fruszkiej Górze. Jego popularność nie spada i areały stale się powiększają. Z tej odmiany powstają wspaniałe czerwone wina z nutą jeżyny, jagody i czarnej porzeczki. Na stole Probus tworzy świetną parę z dojrzałymi serami czy stekiem wołowym.

Bagrina

To szeroko znana lokalna odmiana winogron, która popularność zawdzięcza serialowi telewizyjnemu „Tajemnica winorośli“ (Tajna vinove loze) emitowanemu w tym roku w serbskiej telewizji. Ta do niedawna rzadka odmiana białych winogron pozostała w uprawach w regionie winnym Negotinska Krajina. Z tej odmiany otrzymujemy białe wina ze specyficznym aromatem owocowym ale też akacji, jaśminu i wiciokrzewu. Bagrina jest także odmianą, z której robi się słynne pomarańczowe wina.

Dobrych win spróbujecie w winnicach rozsianych w całej Serbii, ale też w belgradzkich winotekach i barach winnych. I jedne i drugie oprócz wina oferują wybrane serbskie sery, tradycyjne wędliny i lokalne pieczywo.

Opowieści o winie mogę snuć w nieskończoność, ale to już przy innej okazji lub przy spotkaniu na żywo 🙂 Wtedy też usłyszycie o słynnym wśród Polaków winie jeżynowym.

 

Monitor Sava

Na nabrzeżu rzeki Savy, w pobliżu twierdzy,  znajduje się ciekawy eksponat. To okręt wojenny Sava.

Jego historię poznacie przy okazji zwiedzania okrętu, który jest dzisiaj okrętem-muzeum.

Powiem tylko, że ta jednostka powstała w 1904 roku w Budapeszcie jako jeden z okrętów austryjackiej flotylli rzecznej. Okręt uczestniczył w ataku na Belgrad na początku I wojny światowej i uważa się, że to właśnie z niego oddano pierwsze strzały. W czasie wycofywania jednostek austryjackich i niemieckich z miasta został zatopiony.

Po zakończeniu wojny okręt wydobyto i wszedł w skład wojsk Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców. Wtedy też zmieniono mu imię z Bodrog (nazwa rzeki) na Sava. Aktywnie służył do czasu II wojny światowej, kiedy to ponownie zastał zatopiony.

Wrak wydobyto w 1951 roku, odnowiono i znowu pływał do 1959 roku. Później wycofano go z aktywnej służby, ale używano na przystani rzecznej przycumowany do brzegu.

Od niedawna jest eksponatem muzealnym i można go zwiedzać.

wtorek, środa, czwartek i sobota od 10.00 do 17.00

a w piątki od 10.00 do 18.00

w niedziele od 10.00 do 14.00

poniedziałki są wolne.

Jeżeli warunki pogodowe są złe to okręt nie przyjmuje zwiedzających.

Boże Narodzenie w Serbii 25 grudnia/7 stycznia

W Serbii większość mieszkańców deklaruje wyznanie prawosławne, więc oficjalne Boże Narodzenie obchodzone jest według kalendarza juliańskiego, który jest „opóźniony“ w stosunku do stosowanego w większej części świata kalendarza gregoriańskiego o 13 dni. Dzisiaj, czyli w połowie grudnia, jeszcze nie widać przygotowań. Gdzieniegdzie pojawiają się dekoracje świąteczne a i miasto zapala noworoczno-świąteczne iluminacje.

A właśnie, dekoracje noworoczne! Mimo korzystania z cerkiewnego kalendarza przesuniętego o 13 dni, wszyscy obchodzą tradycyjny Nowy Rok 1 stycznia. W miastach są odpowiednie programy artystyczne a mieszkańcy obdarowują się prezentami. Choinka jest tu też symbolem Nowego Roku.

Choinka

Belgradzkie władze już ustawiły choinkę na najpopularniejszej ulicy deptakowej Księcia Michała. Możecie ją zobaczyć na zdjęciu poniżej. Jak dla mnie to po prostu drapak, ale o gustach nie będziemy dyskutować. Kilka lat temu miasto zgodziło się zapłacić za nią ponad 80.000 euro! Miała być droższa od choinki przed Rockefeller Center w Nowym Jorku. Kiedy rozpętała się afera dotycząca ceny tej ozdoby to firma, która ją zaoferowała miastu i wygrała przetarg, podarowała ją bezpłatnie mieszkańcom. Oczywiście ta firma od lat dostarcza ozdób świątecznych Belgradowi i współpraca kwitnie do dzisiaj. A my już parę lat, w okolicach Nowego Roku, patrzymy na ten drapak.

Prezenty

W Serbii prezenty przynosi Deda Mraz (Dziadek Mróz). Ten staruszek układa je pod choinką lub daje dzieciakom do rąk własnych na różnego rodzaju przedstawieniach teatralnych organizowanych przez firmy. Prezenty odpakowujemy 1 stycznia. Potem mały odpoczynek i przygotowania do świąt. I jast nowa tradycja, zdjęcie z Dziadkiem Mrozem zapewnia szczęście na cały następny rok 🙂

Wigilia

Dzień Wigilii zaczyna się bardzo wcześnie, bo o świcie głowa rodziny wychodzi do lasu wyciąć gałąź młodego dębu, czyli badnjak. W miastach pan domu raczej idzie na rynek, gdzie kupuje już przygotowane gałązki tego drzewa. Badnjak jest symbolem Wigilii i w ogóle Świąt Bożego Narodzenia. Po przyniesieniu go do domu ustawia się go na stole, a na wsiach pali się go w piecu i obserwuje ile iskier leci. Im więcej tym lepiej, bo będzie obfitszy następny rok.

Po zmroku organizuje się palenie Badnjaka przed cerkwiami. Przychodzi wtedy sporo ludzi, którzy po tym wydarzeniu wracają do domów i zasiadają do kolacji.

Boże Narodzenie poprzedzone jest 40-dniowym postem, ale nie wszyscy poszczą przez cały ten okres. Natomiast w dzień Wigilii, 6 stycznia, większość mieszkańców stara się pościć. W poście nie spożywa się mięsa, nabiału, jajek. Na kolacji wigilijnej królują dania wegańskie, jak np. prebranac, czyli zapiekana fasola, coś podobnego do fasolki po bretońsku, ryby, ale raczej nie karp w galarecie, pity z warzywami itp. Śledzie też są rzadkością, więc raczej ich nie spotkamy. Oprócz tego je się suszone owoce i orzechy.

Kolacja wigilijna nie jest tak uroczysta jak w Polsce. Nie ma sianka pod obrusem, ale jest słoma rozsypana po podłodze i ziarna pszenicy. Pszenicę wysiewa się też kilka dni wcześniej do doniczek i tym zielonym akcentem ozdabia stoły.

W Boże Narodzenie pozdrawiamy się słowami „Hristos se rodi!“ (Chrystus się rodzi), a odpowiada się „Vaistinu se rodi“ (Rzeczywiście się rodzi).

Śniadanie bożonarodzeniowe

W pierwszym dniu świąt bardzo ważnym posiłkiem jest śniadanie. Na śniadaniu przychodzi položajnik, osoba, która pierwsza wejdzie do domu w święta. Według wierzeń przynosi szczęście. Najczęściej to wcześniej umówiona bliska osoba, przyjaciel rodziny, mężczyzna. Položajnik symbolizuje trzech mędrców, którzy śledząc gwiazdę trafili do Jezusa. W tym dniu jest to bardzo ważna osoba, którą się podejmuje z honorami, sadza na najlepszym miejscu przy stole i dostaje prezent. To ogromny zaszczyt być dla kogoś položajnikiem.

Śniadanie jest uroczyste, wynosi się najlepsze dania i między innymi česnicę, chleb, który upiekła pani domu a przedtem włożyła do niego monetę. Česnicę się łamie na kawałki, a ten członek rodziny, który znajdzie wewnątrz swojej części pieniążek będzie miał bardzo szczęsliwy i obfity rok.

Miasto Belgrad od kilkunastu lat organizuje uroczyste łamanie česnicy przed cerkwią Św. Sawy. Belgradzcy piekarze pieką kilka ogromnych chlebów, a złote dukaty wkładane do wewnątrz fundują belgradzcy złotnicy. Przy takich wydarzeniach zawsze jest tłok, czemu chyba nie można się dziwić.

Na świątecznym stole nie może też zabraknąć pieczonego prosięcia. To też długa tradycja i nie zdziwcie się, jak w wigilę zobaczycie samochody mknące z przywiązanym na dachu zapakowanym upieczonym na rożnie prosiakiem. Świętuje się w gronie bliskich i przyjaciół, chodzi się na spacery i odwiedza sąsiadów. I tak kilka dni. Potem troszkę odpoczynku i 13 stycznia Prawosławny Sylwester, a 14-go Nowy Rok, który też się świętuje. Każda okazja jest dobra do świętowania.

Ja bardzo lubię ten świąteczny czas, Nowy Rok, święta i drugi Nowy Rok. Mnóstwo pysznego jedzenia i jeszcze więcej spotkań z bliskimi ludźmi. Cenię sobie ten czas także za spokój, bo światowa komercja i szał zakupowy jeszcze nie wdarły się do Serbii. Polecam moim gościom ten okres jako idealny czas na odpoczynek i małe zwiedzanie.

 

 

Bazar Palilula

Bazary/targi są dla mnie osobną atrakcją turystyczną. W każdym mieście staram się je odwiedzać, bo myślę, że nigdzie się nie dowiemy tyle o jego mieszkańcach ile na targowiskach właśnie. Dlatego zawsze zachęcam moich gości do zajrzenia do tych przybytków.

Belgrad ma kilkadziesiąt bazarów mniejszych i większych. Tradycją  są sobotnio-niedzielne zakupy, kiedy to zaopatrujemy się w produkty na cały następny tydzień. Większość targowisk pracuje każdego dnia, ale właśnie w weekendy wybór jest największy i najwięcej jest zarówno kupujących jak i sprzedających.

Każda szanująca się gospodyni domowa ma specjalny wózeczek służący właśnie przy zakupach targowych. Większość mieszkańców ma swój ulubiony targ, gdzie czasami chadzali jeszcze ze swoimi rodzicami a czasem i dziadkami. Kupowanie od ciągle tych samych sprzedawców też jest częścią tradycji. W ogóle cały proces kupowania na bazarach jest przyjemnością samą w sobie. Robimy to nieśpiesznie wymieniając uwagi ze sprzedającymi i innymi klientami.

W samym centrum mamy kilka bazarów. Ja dzisiaj przedstawię Bazar Palilula (Palilulska pijaca). To nowoczesny czteropiętrowy bazar z między innymi halą mleczną, gdzie kupicie lokalne sery, świeże jajka a także słynny serbski kajmak (o nim opowiem innym razem). Oprócz straganów z sezonowymi warzywami i owocami znajdziecie tu też liczne piekarnie i stoiska mięsne, które oferują możliwość przekąszenia czegoś w czasie przerwy w zakupach. Bogata oferta obejmuje produkty typowo serbskie, ale weganie i wegetarianie nie pozostaną głodni.

W okresie lata i jesieni stoiska są bajecznie kolorowe i przebogate w lokalne, świeże owoce i warzywa. Ja byłam na bazarze dzsiaj, czyli w grudniu. Teraz królują owoce tropikalne, warzywa zimowe ale też kiszonki i marynaty, które są podstawą serbskich surówek na zimowych stołach. Duży jest też wybór orzechów i suszonych owoców.

Stoiska rzemieślnicze proponują tradycyjne wyroby, a na innych znajdziecie wszystkie produkty przemysłowe, które są potrzebne w gospodarstwie domowym. W  kafeterii wypijecie klasyczną lub nieoczywistą kawę a na stoisku z wyśmienitymi winami możecie spróbować serbskich trunków. Bazar łączy tradycję z nowoczesnością, co nie jest częste na belgradzkich bazarach.

Bazar Palilula służy nie tylko do zaopatrzenia ale też jest miejscem spotkań mieszkańców i turystów, bo znajduje się w odległości spaceru od ścisłego cenrtum miasta i dostępny jest o każdej porze roku, bez względu na pogodę.

Oceńcie sami czy ten bazar może być godną wizytówką miasta.